Ministerstwo rolnictwa - polskaracja.pl
źródło: fot. youtube

Ministerstwo rolnictwa ociąga się w kwestii walki z bezdomnością psów. Projekt już jest, a pseudoekolodzy nadal zarabiają na zwierzętach

Ministerstwo rolnictwa nie spieszy się z poinformowaniem opinii publicznej o tym, co dalej z projektem Polskiego Porozumienia Kynologicznego. O ostateczne rozwiązanie kwestii eko-dorobkiewiczów lansujących się na udawanej pomocy bezdomnym psom PPK zabiega już dwa lata. “Biznes animalsów”, jak zwykło się określać eko-januszexy czy lewicowe korporacje, ma posiadać jednak istotne wpływy. Tam, gdzie trzeba.

Ministerstwo rolnictwa i rozwoju wsi wyraźnie ociąga się z projektem Polskiego Porozumienia Kynologicznego. Przed dwoma tygodniami prezes organizacji Piotr Kłosiński odbył rozmowę z pełnomocnikiem prezydenta ds. rolnictwa i obszarów wiejskich Janem Krzysztofem Ardanowskim. Poprzednik Kowalczyka nie ukrywa, że Duda oraz sama Kornhauser są zainteresowani rozwiązaniem problemu bezdomności zwierząt. Lokatorzy Pałacu Prezydenckiego zostali przekonani do projektu właśnie dzięki nakreśleniu problemu przez Ardanowskiego. Niestety, ani głowa państwa, ani tym bardziej jego małżonka nie są w stanie posunąć biurokratycznej machiny resortu rolnictwa do przodu.

Ministerstwo rolnictwa ociąga się

W marcu w rozmowie z magazynem “Na Psi Temat” minister Kowalczyk obiecywał, że rozważy koncepcję powstania funduszu przeznaczonego na budżet na chipowanie zwierząt oraz ich sterylizację. Od tamtej pory niewiele się w sprawie zmieniło. Jak czytamy na łamach serwisu “Na Psi Temat”, szemrane organizacje i lewicowi aktywiści od lat żyją ze zbiórek na pozorowaną walkę z bezdomnością czworonogów. Głównym orędownikiem zaprowadzenia porządków w schroniskowym procederze jest wspomniany wcześniej Piotr Kłosiński, prezes PPK. Ekspert wskazuje, że co roku do kieszeni właścicieli schronisk trafia 280 milionów złotych z budżetów polskich gmin.

Zamiast schronisk szukać ludzi. Zwierzęta trzeba wyadoptować umiejętnie dla ludzi, którzy się nimi zajmą. Zawsze podaję przykład schroniska na Paluchu w Warszawie, które ma świetnie rozwinięty system adopcyjny

– wskazuje Piotr Kłosiński w rozmowie z “Na Psi Temat”.

Co rozzuchwala wszelkiego rodzaju “januszexy” i pseudoekologów mieniących się “obrońcami” zwierząt? Brak odpowiednio funkcjonującego systemu identyfikacji zwierząt. A takiego osiągnięcia cywilizacyjnego w Polsce jeszcze nie ma.

– System identyfikacji w Polsce nie działa. Rocznie dla tych, którzy żyją ze schronisk i przetrzymywania zwierząt, budżety gminne wydają od 250 do 280 mln złotych na utrzymanie bezdomnych zwierząt. Są to też te zwierzęta, które są wielokrotnie oddawane i wielokrotnie wypuszczane i oddawane ponownie w innej gminie

– dodaje prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Polskie Porozumienie Kynologiczne proponuje stworzenie funduszu na chipowanie i sterylizację. Pieniądze miałyby pochodzić z dobrowolnych składek hodowców. W projekt PPK jest zaangażowana m.in. Beata Krupianik z Fundacji Karuna. Wicepremier Kowalczyk jeszcze w marcu zachwalał tak nowatorską jak na polskie warunki propozycję:

Zapewniam, że wszystkie dobre rozwiązania zostaną przez nas rozważone. Ważne, by finalnie te działania były skuteczne i zmniejszyły zjawisko bezdomności zwierząt.

– mówił Kowalczyk.

No właśnie, w marcu. A mamy za chwilę grudzień.

W ministerstwie są ludzie zwiazani z… biznesem animalsów?

Przed dwoma tygodniami Piotr Kłosiński rozmawiał z Janem Krzysztofem Ardanowskim m.in. o tym, dlaczego na zielone światło resortu rolnictwa trzeba czekać tak długo. Ardanowski obietnicy dotrzymał: przekonał prezydenta i prezydentową. Natomiast resort Kowalczyka potrzebuje najwidoczniej mocniejszych argumentów. Ale czy tak naprawdę… Jest kogo tam przekonywać?

– Jestem wdzięczny za to spotkanie. Kiedyś staliśmy murem za ministrem Ardanowskim, kiedy ekstremiści prozwierzęcy i niemalże korporacje zbijające fortuny na udawanej pomocy zwierzętom próbowały atakować legislacyjnie nie tylko rolników, ale także hodowców psów rasowych. Dzisiaj te same środowiska blokują walkę z bezdomnością psów. Dlaczego? To proste. Mamy prosty projekt. Hodowcy chcą dać miliony złotych na chipowanie, sterylizację, kastrację. To dobrowolna danina np. 10 proc. od kwoty za jednego szczeniaka rasowego. W skali Polski to miliony złotych

– mówi Piotr Kłosiński, prezes PPK.

Ekspert wytacza bardzo tęgi kaliber, oskarżając ministerstwo rolnictwa o zinfilitrowanie przez osoby blisko związane z biznesem animalsów.

– Okazuje się, że nikt nie chce tych pieniędzy. Warto więc zauważyć, że część schronisk stałaby się zbędna, część zrzutek (na dziesiątki, setki tysięcy złotych) stałoby się przynajmniej podejrzanymi, a oddawanie tego samego kundelka w różnych gminach i branie na niego pieniędzy z samorządów jako zawsze bezdomnego i wyłapanego stałoby się dzięki chipowaniu niemożliwe. Oto całe misterium braku zielonego światła. Naszym zdaniem to proste. W ministerstwie od czasów Grzegorza Pudy jest człowiek czy ludzie związani z biznesem animalsów i dopóki to jego czy ich zdanie jest najważniejsze, sprawy kastracji, sterylizacji, bezdomności nie ruszą, a wszystko na co wpadnie resort to co najwyżej dodatkowy podatek nazywany opłatą przy szczepieniach, czyli branie pieniędzy od Polaków, ale i to pewnie nie przejdzie, a nie mamy czasu na udawane ruchy

– dodaje kynolog.

źródło: Na Psi Temat, propolski

+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
+1
0
Udostępnij:

Autor

Dariusz Kloch

Koneser dań serwowanych na ostro, najlepiej w okolicznym chińczyku. Zaciągnięty na ten świat w celu harówy za miskę ryżu w charakterze taniej siły roboczej.
Pasjonat sumiennej obserwacji cyrku wokół.

Zobacz również